wtorek, 9 lutego 2021

Z wyjaśnieniem moich obecności

 Witajcie,

W ostatnich tygodniach rzadziej zaczęło się pojawiać na blogu Słowo na Niedzielę, czy ogólniej jakiekolwiek wpisy. Nie jest to spowodowane jakimś kryzysem, spokojnie. Zwyczajnie jestem w trakcie sesji, która dosyć intensywnie mnie absorbuje, za jakiś miesiąc powinno wszystko wrócić do normy. Chciałbym też podziękować osobom, które regularnie czytają tego bloga. Wiem, że nie jest to nic nowego, czy nadzwyczajnego, ot - zwykłe skromne przemyślenia. Ale czyta to od kilkunastu do kilkudziesięciu osób, fakt, że wśród tych czytelników mam możliwość wzbudzić jakąś refleksję napawa mnie szczęściem i motywacją do działania. Nie poddawajmy się, Bóg jest z Nami i w każdym z Nas!

Alleluja!

niedziela, 24 stycznia 2021

Słowo na niedzielę: Jedność Chrześcijan

Dzisiejsze wieczorne słowo na niedzielę będzie bardzo bliskie memu sercu. Tydzień modlitwy o jedność Chrześcijan dobiega końca, w związku z tym chciałem zwrócić uwagę na istotę ekumenizmu.

Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich                                                                                                                                                                     Mt 18,20

    Różnorodność jest częścią naszego świata. Tak samo jak w każdym aspekcie życia, jest ona obecna również w religii. Nie da się przed tym uciec. Warto zadać sobie pytanie, czy wypowiadając słowa Wierzę w jeden święty, powszechny i apostolski kościół myślimy o jakimś konkretnym kościele. Może chodzi nam o nasz kościół, np. rzymskokatolicki? Może chodzi nam o konkretną wspólnotę, myśląc, że np. w mojej parafii to jest prawdziwy ten kościół? A może jako kościół rozumiemy całą wspólnotę, którą łączy wiara w Chrystusa? Mając na uwadze to ostatnie, może warto przypomnieć sobie czym jest ekumenizm?

Ekumenizm - ruch w chrześcijaństwie dążący do przywrócenia jedności chrześcijan. (SJP)

    Ekumenizm zakłada więc, że wszystkie chrześcijańskie wspólnoty są równie istotne i każda z nich ma prawo do nazywania się kościołem chrześcijańskim. Działania ekumeniczne można rozdzielić na dwa różne typy. Pierwszy, bardziej teoretyczny ekumenizm to wzajemne poznanie kultur i historii różnych wyznań, jest to zauważanie swoich różnic, ale również skupianie się na podobieństwach i tym wszystkim co nas łączy. Przykładem w praktyce może być choćby jeden chrzest ważny w każdym (no przynajmniej w dużej większości) chrześcijańskim. Drugi, bardziej praktyczny rodzaj ekumenizmu idzie trochę dalej. Zakłada on już nie tylko poznanie tradycji, respektowanie pewnych wspólnych elementów, ale również wprowadza wspólną praktykę. Nie jest to już jedynie wspólna modlitwa czy respektowanie chrztu, ale np. całe msze ekumeniczne. Oczywiście tworzy to pewien problem, bo chociażby samo istnienie sakramentów nie jest tożsame w każdym kościele. Teoretycznie katolik nie powinien przyjąć komunii od pastora. Są to pewne podziały, w których to człowiek indywidualnie decyduje o swojej wierze. Znam wielu pastorów, którzy bez problemu udzieliliby Ciała Chrystusa katolikowi, znam też katolików, którzy uczęszczają na msze ekumeniczne oraz do luteran i uczestniczą w nich całkowicie. 

    Słyszałem różne opinie o działaniach ekumenicznych. Niektórzy nazywają to "raną na sercu Chrystusa". Niestety wciąż spotykam się ze zdaniami ludzi, zwłaszcza w kościele rzymskokatolickim, że "poza moim kościołem zbawienia nie ma". Oczywiście nie jest to w żaden sposób odzwierciedlenie stanowiska kościoła rzymskokatolickiego, a jedynie efekt kształtowania się tej instytucji jako czegoś bardzo ekskluzywnego. Zapominamy wówczas, że przecież wiara w Chrystusa jest niesamowicie inkluzywna. Jezus ustanawiając nowe przymierze uczynił wszystkich, którzy w Niego uwierzą swoimi braćmi i siostrami. Postępujmy według Jego nauk, chrzcijmy się, przyjmujmy Jego ciało i krew a czeka nas zbawienie (tu pojawia się temat istoty chodzenia fizycznie do kościoła, który z pewnością jeszcze kiedyś poruszę). Wszyscy, którzy to robią są jedną rodziną Chrystusa. Pora zaprzestać postrzegania na luteran jako na buntowników, czy katolików jako zakorzenionych w nieaktualnej tradycji konserwatystów. Bądźmy różni. Bądźmy wspólni. Bądźmy jedną wielką rodziną.

Na spotkaniu Ekumenicznym w 2016 roku Papież Franciszek został zapytany: Którzy są lepsi? Luteranie czy Katolicy? - Najlepsi są, gdy są razem - odpowiedział Ojciec Święty.

    Osobiście jestem dużym zwolennikiem oraz praktykantem tego drugiego rodzaju ekumenizmu. I chociaż smuci mnie fakt, iż Kościół Katolicki nie zależy do Polskiej Rady Ekumenicznej, to trzeba docenić wielkie kroki, które każdego roku on stawia. Ekumenizm jeszcze nigdy nie był tak silny, ale może być silniejszy. To co teraz powiem nie jest oficjalnym stanowiskiem Kościoła Rzymskokatolickiego, ale moim osobistym zdaniem. Jeżeli czujesz się komfortowo, jeżeli tego chcesz, bądź praktycznym ekumenikiem. Korzystaj z wielu dóbr, które mogą Ci dać w życiu różne kościoły. Jeżeli wolisz pozostać przy jedynie swoim wyznaniu, nie ma w tym nic złego, w końcu jest to pewna tradycja, która prawdopodobnie jest Ci najbliższa. Ale proszę, nie umniejszaj, nie krytykuj innego wyznania, ani osób, które je praktykują. Zamiast tego poświęć czas by je poznać i zrozumieć. Bo wszyscy jesteśmy rodziną Chrystusa. 


    Dzisiejszą modlitwę chciałbym poświęcić intencji jedności Chrześcijan na całym świecie. Modlę się o to niemal codziennie i chciałbym byście i Wy tak robili. Musimy zaprzestać konfliktów między sobą i zacząć się miłować, doceniać, że się mamy. Większość z Nas zapewne zna choćby jedną osobę innego wyznania, czy to będzie prawosławny kolega z Ukrainy, ewangelicka ciotka, czy zielonoświątkowi kuzynowie. Nie umniejszamy naszej miłości do nich. Bo wszyscy miłujemy Chrystusa. I obyśmy miłowali też siebie nawzajem. 

Amen.

niedziela, 10 stycznia 2021

Słowo na niedzielę: Na co ten chrzest?

     Witam Cię w dzisiejszym "Słowie na niedzielę". Na początku chciałem przeprosić za moją nieobecność, muszę przyznać, że święta i nowy rok były dla mnie dosyć intensywne. Z resztą jak dla wszystkich. Choć w ciężkich warunkach, minęło Boże Narodzenie i święto Trzech Króli. Mam jednak szczerą nadzieję, że przeżyliśmy je w rodzinnej atmosferze, w celebracji Chrystusa. Dzisiaj w kalendarzu liturgicznym obchodzimy Święto Chrztu Pańskiego. Pomyślałem, że warto poruszyć temat samego chrztu, który po dziś dzień budzi pewne kontrowersje. 


Źródło: pixabay.com



    Może zacznijmy od tego, czym jest chrzest. Jest to pierwszy z chrześcijańskich sakramentów ustanowiony przez Chrystusa. Stanowi on obmycie z grzechu i oficjalne włączenie się do kościoła. Jest to niezbywalny symbol przynależności. Chociaż współcześnie Papież Franciszek coraz częściej wypowiada się twierdząc, że każdy dobry człowiek może dostać się do Nieba, przez wiele wieków wierzono, że chrzest jest jest do tego absolutnie niezbędny. Zwykle udziela go kapłan, jednak jego istota jest tak wielka, że w nadzwyczajnych sytuacjach (np. przy zagrożeniu życia) chrztu może udzielić każdy, nawet osoba niewierząca, o ile jej intencje są właściwe oraz zastosuje się właściwą formułę. Wiarę w jeden chrzest wyznają wszyscy chrześcijanie, co oznacza, że jest on w pewnym sensie uniwersalny i rozpoznawany przez różne wyznania. W rzeczywistości jest to jedyny sakrament powszechny wśród wszystkich kościołów chrześcijańskich. Chrztu nie da się anulować czy odwołać. Nawet dla kogoś, kto wystąpi z apostazją, czyli formalnie odejdzie z kościoła, sam chrzest pozostaje ważny i może być podstawą do cofnięcia apostazji.

Poruszę teraz pytanie, które coraz częściej pojawia się w dyskusjach o wierze i moralności. Czemu chrzcić niemowlęcia? Czy nie lepiej "nie narzucać" im własnej wiary i poczekać aż świadomie dokona wyboru, czy chce się chrzcić?
Odpowiedzi jest wiele. W społeczeństwie, w którym jedno złe kazanie potrafi kogoś przekonać do totalnego ateizmu, lub odejścia od kościoła, ważne jest aby od młodości edukować i utrwalać w pewnej tradycji i kulturze. Nie da się nie wpływać na rozwój własnego dziecka w kwestii wiary. Do tego warto sobie zadać pytanie, jak wielu ateistów, czy chociażby popularni ostatnimi czasy "wierzący ale nie praktykujący", swoją wiarę opierają w rzeczywistości na własnych przekonaniach. Czy nie jest często tak, że ignorancja religii wynika po części z lenistwa? Czyż nie jest wygodniej powiedzieć "nie wierzę w kościół jako instytucję czy budynek" niż pójść do tego budynku i uczestniczyć w mszy? Czyż nie jest wygodniej odsunąć się od całego kościoła w skutek jednego kazania, które nam się nie spodobało, zamiast spędzić czas na poszukaniu innej parafii, innego kościoła, w którym atmosfera bardziej nam podpasuje? Wszyscy lubią iść na łatwiznę, ale wiara nie polega na tym. Chrystus nie poszedł na łatwiznę oddając życie na krzyżu za nasze grzechy. 
Najważniejszym, według mnie, argumentem za chrzczeniem dziecka jest wymiar teologiczny. Zakładając, że chrzest, zgodnie z wielowiekową wiarą, jest swego rodzaju przepustką do Nieba, trzeba zauważyć jak wielkie ryzyko przyjmuje na siebie rodzic. Z jednej strony owszem, fajnie by było jakby dziecko dorosło i mogło samo zadecydować o tym do jakiego kościoła należy. Ale z drugiej strony rodzic ryzykuje najwyższą wartość - duszę własnego, bezbronnego dziecka. Nawet nie mając pewności jak jest naprawdę, podejmujemy pewien zakład. Jeżeli okaże się, że nie mamy racji, że po śmierci chrzest nic nie daje, to w praktyce po prostu polaliśmy dziecku głowę wodą, jeżeli ktoś ochrzczony uważa się za ateistę, to chrzest nie będzie dla niego niczym innym jak po prostu polanie głowy wodą. Z drugiej strony, jeśli okaże się, że mamy rację, to właśnie zwyciężyliśmy duszę własnego dziecka, dzięki nam ma ono szansę dostać się do Nieba.

    Osobiście uważam, że chrzest jest dobry w każdym wieku. Jeśli chrzcimy dziecko, to uczmy je o swojej wierze, jeśli chce się ochrzcić dorosły, to zadbajmy, by nie była to nieprzemyślana i impulsywna decyzja, niech pozna on kościół, jego tradycję i to wszystko, co przyjmie na siebie stając się jego częścią. 

Dzisiejsze modlitwy chciałbym zadedykować zjednoczeniu kościoła. Choć między chrześcijanami jest wiele różnic i podziałów, czy to teologicznych, kulturowych czy jakichkolwiek innych, chrzest pozwala nam zrozumieć, że wszyscy jesteśmy braćmi w sercu Chrystusa.

Alleluja!

    

czwartek, 24 grudnia 2020

Życzenia na święta

 Witajcie!

    Jako, że święta już nadeszły, nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć wszystkiego, co najlepsze. Przede wszystkim zdrowia i spokoju w tych trudnych czasach. Wielu z nas wigilię będzie obchodzić inaczej niż co roku, niektórzy nie spotkają się z rodziną, ja sam również będę ją obchodził inaczej niż zwykle. Ale musimy być silni i się nie poddawać. I tego nam wszystkim życzę, byśmy zawsze znajdowali w sobie potrzebną nam siłę. 

    Pozwolę sobie wspomnieć pewną ciekawostkę, o której mało kto myśli. Co roku, jak nakazuje tradycja, podczas wigilijnej kolacji, uczestnicy łamią się opłatkiem składając sobie życzenia. Większość osób zapytana o genezę tej tradycji zapewne wspomniałaby ostatnią wieczerzę. Jednak to nie wszystko. Długo przed ustanowieniem Bożego Narodzenia świętem, wcześni chrześcijanie spotykali się potajemnie by celebrować eucharystię na pamiątkę Chrystusa. Niekiedy jednak różne osoby nie były w stanie dotrzeć na spotkanie, czy to przez chorobę, czy przez wzmożone prześladowania, bądź też ze względów bezpieczeństwa pojawiali się tylko pojedynczy przedstawiciele całych rodzin. Utarł się więc zwyczaj zanoszenia chleba eucharystycznego do domów tych osób, by również mogli się nim podzielić. 

    Czemu to wspominam? Ponieważ chciałbym byśmy dzisiaj, składając innym życzenia przy stole (lub online) pamiętali o korzeniach tej tradycji. Nie życzmy sobie czegokolwiek, bądźmy wobec siebie szczerzy i życzliwi, pamiętając, że dzielimy się Chrystusem. Zamiast zastanawiać się czy jest dla mnie prezent pod choinkę, zapytajmy się czy w moim sercu jest Bóg. Bo bez Niego żaden prezent nie ucieszy. A z Nim nie potrzebny żaden prezent by być szczęśliwym. 

Pozdrawiam Was ciepło i życzę wszystkiego najlepszego!

Alleluja

Źródło: pixabay.com

                    




niedziela, 20 grudnia 2020

Słowo na niedzielę: Cud krwi i "wiara" w świętych

     Witam Cię cieplutko w dzisiejszym Słowie na niedzielę. W związku z niedawnymi wydarzeniami w Neapolu, dzisiaj chciałbym zamienić dwa słowa o świętych, ich kulcie oraz tym, jak na sytuację zapatrują się niekatoliccy chrześcijanie. Jak zwykle postaram się określić ogólnie problematykę oraz odnieść do niej swoje własne myśli i spostrzeżenia.

    Rok 1944, trwa wojna. Wśród panujących we Włoszech walk i sporów pojawia się nowy problem. Wybucha wulkan - Wezuwiusz, ten sam, który zniszczył Pompeje. Jednak chwilę wcześniej doszło - a właściwie nie doszło - do czegoś, co mogło zwiastować erupcję. Czy możliwe jest, że sytuacja lada moment się powtórzy?

W minioną środę w Neapolu we Włoszech obchodzono święto Św. Januarego. Obchody tego święta przypadają głównie na wrzesień, oraz okazjonalnie na grudzień i maj. Czemu jednak mówię właśnie o tym? Ponieważ właśnie tam, w Neapolu znajduje się bardzo tajemnicza relikwia samego świętego - ampułka z jego krwią. Zazwyczaj co rok podczas obchodów jego święta skrzepnięta krew w sposób nie wyjaśniony naukowo zmienia swoją postać w ciecz, by później znów skrzepnąć. Wydarzenie to nazywa się cudownym przemienieniem krwi bądź cudem Św. Januarego. Niestety to mistyczne wydarzenie ma również swoją ciemną stronę - nie zawsze bowiem do cudu dochodzi. Chociaż bardzo rzadko - zdarzają się dni, w które krew w ampułce nie przemienia się. Ludzie na całym świecie przypisują takiemu wydarzeniu ponadnaturalne znaczenia, uznając je za zły omen i zapowiedź nieszczęścia.

Krew św Januarego, źródło: sspx.org


    Środa, 16 grudnia 2020 rok - do cudownego przemienienia krwi w Neapolu nie doszło. Niestety, po całym dniu obchodów święta Św. Januarego relikwia nie zmieniła swojej formy. Wielu ludzi bardzo obawia się, co będzie dalej. Widzą to wydarzenie jako zapowiedź czegoś strasznego. Tylko pytanie co jeszcze nas może zaskoczyć? Ten rok przyniósł nam już nastroje wojenne, susze, pożary, zamieszki, nową epidemię i kilka nawrotów rożnych już uprzednio znanych. Nasuwa się na myśl pytanie, co gorszego może jeszcze nas spotkać? I czy w ogóle mamy się o co martwić?

    Myślę, że to jest dobry moment aby przyjrzeć się trochę popularnemu w religii rzymskokatolickiej kultowi świętych. Bardzo często protestanci zarzucają katolikom kult świętych jako oddawanie im czci na równi z Bogiem. Banalny przykład: jak coś mi się zgubi to zaraz modlę się do Św. Antoniego. Zdarzało mi się nawet słyszeć opinię, że ze świętymi będącymi patronami różnych rzeczy i ludzi, wiara katolicka przypomina starożytne wierzenia Greckie, gdzie każde bóstwo odpowiadało za coś innego, np. idąc na wojnę modliło się do Aresa. Jednym z najczęstszych przykładów przytaczanych przez protestantów jest kult Matki Bożej u katolików. I trzeba przyznać, że argumenty trochę trafiają w sedno.

Zacznijmy od wytłumaczenia kim są święci. Nie są to żadne bóstwa ani bożki, do których modlimy się o cuda. Osoba uznana za świętą w kościele katolickim, według naszych wierzeń jest kimś znajdującym się w niebie, będącym nadzwyczaj blisko Boga. Właściwie cały proces kanonizacji świętego ma za zadanie udowodnić, że jest on w niebie. Jednym z elementów kanonizacji jest przedstawienie dwóch udokumentowanych cudów, które zdarzyły się za sprawą świętego już po jego śmierci. Zatem w teorii katolicy nie wyznają świętych jako bóstwa, po prostu rozpoznajemy ich bliskość z Bogiem i prosimy ich o wstawiennictwo. Ale są oni cały czas swego rodzaju pośrednikami między Bogiem a ludźmi. Osobiście lubię postrzegać świętych jako następców biblijnych proroków. 

    Niestety jest różnica między "w teorii" a "w praktyce". Katolicy, zwłaszcza Ci, którzy nie dążą do pogłębiania swojej wiedzy teologicznej często zatracają się w kulcie świętych, zapominając, że są oni jedynie łącznikami. Biorąc pod uwagę niesamowicie silny w Polsce kult Maryi, można dostrzec, że czasem staje się on zbyt intensywny. Jednak trzeba pamiętać, że według teologii katolickiej, Maryja została nam dana przez Boga jako największą broń przeciwko szatanowi, która według księgi Rodzaju miała "zmiażdżyć głowę węża". Sposób patrzenia na to ewangelików jest ciekawy, nie ujmują oni cnót Maryi, obdarzają ją ogromnym szacunkiem rozpoznając jej bliskość z Bogiem, podobnie jak u świętych, jednak uznają oni świętość jedynie Boga i jedynie jego kult wyznają.

Nic więc dziwnego, że relikwie należące do świętych cieszą się tak dużym zainteresowaniem wiernych, zwłaszcza gdy niosą ze sobą pewne ponad naturalne doświadczenia. Jednak należy pamiętać, że to są tylko instrumenty, naczynia, przez które przelewa się Boska moc. Czy uznawanie niedokonania się cudownej przemiany krwi w Neapolu za zły omen i zapowiedź nieszczęścia jest katolickie? Z jednej strony pokładamy nadzieje w relikwiach, z drugiej strony katolik powinien odrzucać zabobony i przesądy, ponieważ tylko Bóg zna prawdziwą przyszłość. Osobiście uważa, że powinniśmy wziąć to wydarzenie za przestrogę, ale nie reagować na nie jak na wyrok sądowy mówiący czarno na białym. Pamiętajmy, że kult  świętych jest kultem i nie wolno nam ich wywyższać na Boski piedestał. Uczmy się od nich, prośmy o rady, wskazówki, wstawiennictwo, ale nie pozwólmy, by stali się naszymi fałszywymi mesjaszami lub prorokami. 


    Dzisiejsze modlitwy zanieśmy proszę w intencji wszystkich tych, którzy gubią się i zatracają swoją wiarę. Niechaj powróci im zdolność odróżniania dobra od zła i niech odnajdą swoją duchową drogę u boku Chrystusa.

Amen

niedziela, 13 grudnia 2020

Słowo na niedzielę: Dekanonizacja Jana Pawła II i przemówienie O. Rydzyka

Szczęść Boże i witam Cię bardzo serdecznie w dzisiejszym "Słowie na niedzielę".
Będzie to w miarę regularnie publikowany przeze mnie cykl rozbudowanych przemyśleń na przeróżne tematy, za razem te teologiczno-filozoficzne, jak i te społeczno-kościelne. I dzisiaj właśnie zdecydowałem się na te drugie. Temat nadużyć seksualnych przez księży jest aktualnie bardzo głośny, zwłaszcza w ostatnich dniach. Wiele osób podchodzi do niego lekceważąco, z myślą "I tak nie wiadomo jak to było naprawdę" czy "Ja to o tym nie myślę,  przecież mnie to nie dotknęło". A niestety właśnie taka postawa sprzyja uciszaniu afer seksualnych, na które jest jedno rozwiązanie: mówić głośno!

Dzisiejsze Słowo na niedzielę rozpocznę od prostego artykułu, w którym postaram się ściśle zawrzeć najważniejsze elementy w formie podsumowania, dalej pojawi się moja opinia i przemyślenia, a na koniec intencja modlitwy.

MCCARRICK, GULBINOWICZ I DZIWISZ - TRÓJKĄT WOKÓŁ PAPIEŻA

    Od ponad roku spada szacunek do św. Jana Pawła II w Polsce. Jego pomniki padają ofiarą wandalizmu i dewastacji, jedni widzą w tym przejaw szalonego fanatyzmu, inni świętokradztwa a jeszcze inni wyraz oburzenia polityczno-społecznego i obywatelskiego buntu. Pośród wrzących skandali pedofilskich głos zabrał znany wszystkim Ojciec Dyrektor z Torunia, który, wydawałoby się, zrównuje nadużycia seksualne z najmniejszymi przewinieniami. 

Papież Franciszek, źródło: pixabay.com

Szał Franciszka

    Starszy, sympatyczny Pan, zawsze ubrany na biało, w znoszonych butach, ze srebrnym krzyżem na piersi - tak się wielu osobom prezentuje postać Papieża Franciszka. Bo to od niego właśnie cała wrzawa aktualnie ogarniających społeczeństwo skandali się rozpoczęła. Pomijając niekiedy absurdalne i wręcz śmieszne teorie spiskowe, mówiące, że Ojciec Święty jest antychrystem, raczej trudno zaprzeczyć by za razem Papież jak i jego pontyfikat był oceniany przez społeczeństwo pozytywnie. Objął on sobie za zadanie wprowadzenie, po wielu latach bierności, reformy kościoła. Jedną z tych reform stała się bardzo ostra polityka walki z nadużyciami seksualnymi w kościele. Na nasze nieszczęście wiele sytuacji nadużyć seksualnych miało miejsce za pontyfikatu Jana Pawła II, "rozgrzebanych" przez Franciszka (czy to sprawy ówcześnie zatuszowane, czy dopiero ujawnione przez nowych świadków i poszkodowanych). Z każdą sprawą, która zyskała wybrzmienie pojawiało się coraz więcej plotek mówiących o rzekomym zaangażowaniu Papieża Polaka w tuszowanie skandali pedofilskich, lub, jak to niektórzy mówią, przymykanie na nie oka. Te plotki, choć nie poparte twardymi dowodami, szybko znalazły solidne grono odbiorców w Polsce. 

Bardzo ważna dla całej sytuacji jest panująca od dłuższego czasu atmosfera odnośnie kościoła rzymskokatolickiego w Polsce. Społeczeństwo jest mocno podzielone, jedni silnie popierają kościół, drudzy zaś bardzo silnie go potępiają, niestety tych pomiędzy jest niewielu. Właśnie Ci drudzy zaczęli mocno wykorzystywać domniemania o papieskim przyzwoleniu na wykorzystywania seksualne i w kraju zaczął szerzyć się chaos. Niszczenie pomników, wandalizm, wypisywanie słów związanych z pedofilią w miejscach kultu - napięcia rosły z każdym miesiącem, aż dosięgły zenitu gdy przez chwilę na ustach wszystkich pojawiły się trzy nazwiska: Mccarrick, Gulbinowicz i Dziwisz. 

Mccarrick

    Zaczynając od Mccarricka w dużym skrócie. Od kilku lat trwało dochodzenie odnośnie wykorzystywań seksualnych amerykańskiego kardynała Theodore'a Mccarricka. Pierwsze oskarżenia o jego czynach pojawiły się jeszcze za czasów Jana Pawła II, który to zlecił śledztwo w tej sprawie. Niestety wszystko się skomplikowało, gdy jedyny pokrzywdzony, który wówczas odważył się ujawnić został uznany za zbyt mało wiarygodnego, dodatkowo sprawę uciszyć pomogli amerykańscy biskupi, którzy chronili Mccarricka. W sprawę mógł być również zamieszany kard. Stanisław Dziwisz, ówczesny sekretarz i bliski przyjaciel papieża. Jan Paweł II otrzymał raport, który miał dowodzić niewinności Mccarricka i sprawa została zamknięta. Warto zaznaczyć, że Mccarrick jest opisywany aktualnie przez wielu jako nieziemsko sprytna i przebiegła osoba, której udało się przez lata oszukiwać instytucję kościelną i piąć się po drabinie sukcesu. 20 lat później, w aktualnym roku, ukazuje, się obszerny (i mówię tu o ponad 460 stronach) raport w ponownie wszczętej przez Franciszka sprawie podstępnego kardynała. Ostatecznie Mccarrick traci wszelkie funkcje i zostaje wydalony z kościoła, nareszcie sprawiedliwości stało się zadość. Jednak we wspomnianym raporcie wielokrotnie pojawia się postać Papieża Polaka (głównie było to wyjaśnienie opisanego przeze mnie pierwszego śledztwa), media to wychwytują i bez większego kontekstu nagłówki prasy znów kojarzą Jana Pawła II ze skandalami pedofilskimi. 

Gulbinowicz

    Drugą osobą, która prawdopodobnie zyskała o wiele większy rozgłos jest ś.p. Henryk Gulbinowicz. O byłym już kardynale i arcybiskupie metropolicie wrocławskim polskie media zaczęły wrzeć głównie z dwóch powodów: ze względu na niesamowicie szybkie postępowanie w jego sprawie oraz jego śmierć tuż po wyegzekwowaniu kary. Niespełna rok po podniesieniu zarzutów przez jedną z jego ofiar - Karola Chuma, którego ten molestował w wieku 15 lat, śledztwo watykańskie uznało Gulbinowicza winnym. Warto również wspomnieć o jego rzekomym zaangażowaniu we współpracę z SB. Do końca nie wiemy, co spowodowało tak szybki obrót spraw, kościół nie podał żadnych informacji odnośnie zarzutów, które przedstawiono kardynałowi, nie wiemy nawet czy oskarżenia Chuma miały jakikolwiek wpływ na całą sytuację. Dopełnienie medialnej siły całej tej historii stanowi śmierć byłego już kardynała, która nastąpiła krótko po odebraniu Gulbinowiczowi insygniów i przywilejów biskupich, nie otrzymał on wielkiej mszy ani nie został pochowany w katedrze. Rada miasta odebrała mu również część zasług w formie orderów, czyniąc go nie tylko kościelnym, lecz również społecznym banitą. Cały jego majątek został przekazany na cele charytatywne. Ta sprawa również została szybko skojarzona z Janem Pawłem II, choć nie był on z nią powiązany, ludzie zadają sobie pytanie, czemu papież pozwalał by takie sprawy przemykały mu koło nosa.

Dziwisz

    Już na sam koniec wisienka na torcie w formie kard. Stanisława Dziwisza. był on bliskim współpracownikiem Jana Pawła II. Opublikowany przez TVN reportaż "Don Stanislavo" zarzuca właśnie Dziwiszowi układy oraz tuszowanie afer pedofilskich tuż pod nosem papieża, wykorzystując do tego ich bliską znajomość i współpracę. Jedni widzą w tym winnego, który może oczyścić ze wszelkich "zarzutów" papieża polaka, inni podejrzewają ich współpracę. Według różnych źródeł Watykan rozpoczął już dochodzenie w sprawie Dziwisza. Jednak jak będzie jego wynik tylko czas pokaże...

Ojciec Dyrektor

    Gdy już nie wydawało się, że może być gorzej, doszło do obchodów urodzin Radia Maryja i przemówił Toruński Ojciec Dyrektor Tadeusz Rydzyk. W swoim przemówieniu odniósł się do trwającego śledztwa ws. ks. Janiaka oskarżonego o ukrywanie pedofilów. Nazwał go "męczennikiem" mediów a do sprawy nadużyć seksualnych odniósł się poniższymi słowami:

To, że ksiądz zgrzeszył, no zgrzeszył. A kto nie ma pokus?

Dramaturgii całej sytuacji dodała obecność na sali Rzecznika Praw Dziecka, który te słowa nagrodził gromkimi brawami. Oczywiście kościół oficjalnie potępił wybrzmienie tych słów zaznaczając, że nie wypowiadał się on w imieniu całego kościoła a jedynie prezentował swoją opinię. Sam O. Rydzyk przeprosił za wybrzmienie swojej wypowiedzi zapewniając, że nie chodziło mu o umniejszanie winy pedofilom, a jedynie odnosił się do konkretnej sytuacji medialnej, jego przełożony wydał podobne oświadczenie. Jednak co się stało to się stało i te słowa, ta cała sytuacja na długo pozostanie w pamięci Polaków.

MOJE PRZEMYŚLENIA

    Dyskusja odnośnie rzekomych planów dekanonizacji Jana Pawła II jest ostatnio bardzo żywa, w rozmowie wielu moich znajomych podejmuje ten temat i pyta się o moje zdanie. I ja odpowiadam bezpośrednio: nie ma najmniejszych szans, by Jan Paweł II utracił status świętego. Sprawą, o której wiele osób przy tym temacie zapomina jest sama kanonizacja. To jest naprawdę długi i skomplikowany proces, nie wystarczy być po prostu dobrym katolikiem i umrzeć, żeby zostać świętym. Cały proces kanonizacji jest próbą udowodnienia, że dana osoba jest w Niebie, przy Bogu. By dokonano beatyfikacji potrzebne są minimum 2 udokumentowane cuda, które dokonały się za sprawą świętego już po jego śmierci, takimi dowodami dysponujemy. 

Św. Jan Paweł II, źródło: pixabay.com



Kolejny powód, dla którego świętość papieża jest bezpieczna jest czysto strategiczny. Jan Paweł II był wielkim człowiekiem, stał się ikoną katolików na całym świecie oraz przede wszystkim w Polsce, jego kult jest niebywale potężny. Nie wahałbym się stwierdzić, że jego kult trzyma dużo osób w kościele. Jego dekanonizacja groziłaby ogromnym spadkiem liczby wiernych, która już teraz spada z roku na rok. Niestety z tym powodem wiąże się coś jeszcze. Załóżmy, że jakimś cudem oskarżenia wobec Jana Pawła II odnośnie tuszowania pedofilii są prawdziwe. Kościół za wszelka cenę próbowałby zataić takie fakty i w sprytny sposób zrzucić winę na jakieś kozły ofiarne (np. Gulbinowicz, Dziwisz, Mccarrick) ukazując papieża jako ofiarę podłego spisku. Czy uważam, że tak jest? Oczywiście, że nie, gdzieś tam w głębi wierzę, że ten święty był naprawdę tym za kogo go uważamy. Jestem otwarty na argumenty, dowody, dyskusję. Ale jeśli ktoś go bezpodstawnie atakuje, ładując w te ataki swoją głęboką nienawiść do kościoła, to będę stawał w obronie papieża. 

I ostatni już powód przeciw dekanonizacji Jana Pawła II jest dokładnie tym, co opisałem wcześniej: brak dowodów. Owszem uważam, że trzeba dostrzegać również słabości papieża, które wypływają z jego człowieczeństwa. Nie jestem zwolennikiem gloryfikowania go ponad wszystkie świętości (do czego niestety mają częste skłonności katolicy w Polsce), kwestionujmy wszystko, pooddawajmy to dyskusjom, analizom, szukajmy faktów. Ale nie odbierajmy mu świętości przez medialne plotki. 

Myślę, że sposób w jaki powinniśmy poddawać wątpliwościom osobę Jana Pawła II dobrze określa ks. Piotr Glas w jednej ze swoich wypowiedzi. Mówi (parafrazując), że jeśli te wszystkie domysły są prawdą to co to był za święty. A jeśli nie, jeśli rzeczywiście za tym wszystkim stoją inne osoby, to trzeba się zapytać, kim on się otaczał, czemu otaczał się takimi osobami. 
Dobrym przykładem jest tu opinia, która często krąży wokół abdykacji Benedykta XVI. Mówi się, że był on świadom jak bardzo Jan Paweł II, głównie w późniejszych latach, był osłabiony i podatny na manipulacje. Widząc jak sam słabnie Benedykt abdykował chcąc uniknąć podobnej sytuacji.

Jak było naprawdę tego nie wiemy i długo się jeszcze nie dowiemy. W końcu jakie jeszcze sekrety o Papieżu Polaku kryją mury Watykanu? Nam pozostaje tylko przecedzać prawdę od plotek i wierzyć w to, czego nie możemy potwierdzić.

Dodam jeszcze parę słów o księżach zaangażowanych w nadużycia seksualne. Często słyszę zdania w stylu "jak zwykły człowiek zgwałci dziecko to idzie do więzienia, a jak zrobi to ksiądz to zmienia parafię". Niestety chciałbym, żeby był to zwykły żart, jednak kryje się tu ziarno prawdy. Ale ustalmy coś, proces kanoniczny, który określa winę oskarżonego księdza jest tak stworzony by nie godził w prawo lokalne. To oznacza, że teoretycznie jeśli ktoś dowiedzie, że ksiądz jest pedofilem, to od strony kościoła otrzyma odpowiednio karę kościelną (np. zakaz sprawowania mszy, ekskomunika), ale może jednocześnie (i powinien) zostać osądzony przez prawo lokalne, występując w nim jako zwykły obywatel. Niestety w praktyce nie zawsze tak wychodzi. Głównym czynnikiem bywa czas - ofiary nadużyć seksualnych najczęściej ujawniają się po kilkunastu-kilkudziesięciu latach. Wówczas według prawa cywilnego sprawa jest już przedawniona. Jedyne dochodzenie, które może zostać wtedy wszczęte do dochodzenie kościelne. A niestety z racji tego, że w takie skandale często wplatani są wpływowi ludzie, sprawy zostają umarzane lub kończą się na "słowo przeciwko słowu". Dlatego właśnie tak ważne są działania Papieża Franciszka, które ostro walczą z nadużyciami i nie uginają się przed wpływowymi hierarchami. Tych ludzi trzeba rozliczać. Bóg to zrobi, ale my też powinniśmy.

    Odnośnie słów O. Rydzyka, to chyba nie potrzebują one mojego komentarza. Nawet jeśli rzeczywiście nie miał na myśli wypowiedzianych słów, to uważam, że osoba o tak dużych wpływach i tak silnej pozycji powinna lepiej dobierać zdania. Wszystko da się sprostować w gazecie czy na stronie internetowej, ale posmak słów pozostanie.

Na koniec chciałbym abyśmy dzisiejsze modlitwy zanieśli Bogu w intencji wszystkich ofiar nadużyć seksualnych. Niechaj zaznają sprawiedliwości, a ich serca oraz umysły odnajdą ukojenie i spokój.
Amen

sobota, 12 grudnia 2020

Powitanie i parę słów o mnie

 Witaj,

Szczęść Boże,

Niech będzie pochwalony...

Zacznijmy od najprostszego: na imię mi Patryk. Nie Ojciec Patryk, nie Pan Patryk, nie Wielebny Patryk, po prostu. Na imię mi Patryk i chcę się z Tobą zakolegować. Oferuję najcenniejsze co mam - wiedzę. 

    Na tym blogu zamierzam pisać o szeroko pojętym Chrześcijaństwie - nie tylko o znanym wszystkim kościele rzymskokatolickim. Podejmować tu będę różne tematy teologiczne, głównie te, które powodują często najwięcej niezrozumienia wśród wiernych, prezentując 3 poglądy: teologiczny, kościelny oraz mój osobisty. Zamierzam tutaj również przelewać myśli będące formą komentarza lub krytyki do różnych wydarzeń społecznych związanych z wiarą i/lub kościołem. Absolutnie nie musisz być osobą głębokiej wiary, czy w ogóle jakiejkolwiek wiary, żeby zaciekawić się moimi treściami.

A kim Ty w ogóle jesteś żeby gadać o takich rzeczach? Jak będę chciał posłuchać o Bogu to pójdę na lekcję religii lub do kościoła.

To tak w dużym skrócie o mnie:

    Jestem studentem zarządzania na uczelni niczym nie związanej z wiarą lub kościołem. Teologię zgłębiam nie z potrzeby zawodowej, tylko dla własnej przyjemności i z wewnętrznego powołania. Wychowałem się w wierze rzymskokatolickiej, chodziłem na lekcje religii, słuchałem wielu mądrych i wielu bzdurnych rzeczy. Od lat poświęcam większość czasu na pogłębianie swojej wiedzy w temacie szeroko pojętej wiary chrześcijańskiej. Codziennie czytam i analizuję Pismo Święte, szlifuję swoją relację z Bogiem, uczęszczam w spotkaniach, kursach, czytam teksty osób zasłużonych dla kościoła, ukończyłem trochę różnych certyfikowanych kursów z dziedziny teologii i demonologii (m.in. kursy ewangelickiego Seminarium Duchownego w Dallas). Nie jestem księdzem, magistrem teologii, nie prowadzę kościoła. Chcę jedynie przekazywać moją wiedzę i spostrzeżenia innym. Jeśli Ci to nie pasuje, jeśli uważasz, że w tych kwestiach ma prawo wypowiadać się jedynie ksiądz czy pastor, to nie zatrzymuję Cię. Jeśli jesteś jednak chętny/chętna poszerzyć swoją wiedzę w tym temacie będąc otwartym na krytykę, to może znajdziesz tu coś dla siebie. 

Staram się żyć w duchu ekumenicznym wierząc, że wszyscy chrześcijanie są jednym kościołem Chrystusa.

To tyle na początek, życzę Ci cudownego dnia 😊

Z Bogiem,

Patryk



Z wyjaśnieniem moich obecności

 Witajcie, W ostatnich tygodniach rzadziej zaczęło się pojawiać na blogu Słowo na Niedzielę, czy ogólniej jakiekolwiek wpisy. Nie jest to sp...