niedziela, 10 stycznia 2021

Słowo na niedzielę: Na co ten chrzest?

     Witam Cię w dzisiejszym "Słowie na niedzielę". Na początku chciałem przeprosić za moją nieobecność, muszę przyznać, że święta i nowy rok były dla mnie dosyć intensywne. Z resztą jak dla wszystkich. Choć w ciężkich warunkach, minęło Boże Narodzenie i święto Trzech Króli. Mam jednak szczerą nadzieję, że przeżyliśmy je w rodzinnej atmosferze, w celebracji Chrystusa. Dzisiaj w kalendarzu liturgicznym obchodzimy Święto Chrztu Pańskiego. Pomyślałem, że warto poruszyć temat samego chrztu, który po dziś dzień budzi pewne kontrowersje. 


Źródło: pixabay.com



    Może zacznijmy od tego, czym jest chrzest. Jest to pierwszy z chrześcijańskich sakramentów ustanowiony przez Chrystusa. Stanowi on obmycie z grzechu i oficjalne włączenie się do kościoła. Jest to niezbywalny symbol przynależności. Chociaż współcześnie Papież Franciszek coraz częściej wypowiada się twierdząc, że każdy dobry człowiek może dostać się do Nieba, przez wiele wieków wierzono, że chrzest jest jest do tego absolutnie niezbędny. Zwykle udziela go kapłan, jednak jego istota jest tak wielka, że w nadzwyczajnych sytuacjach (np. przy zagrożeniu życia) chrztu może udzielić każdy, nawet osoba niewierząca, o ile jej intencje są właściwe oraz zastosuje się właściwą formułę. Wiarę w jeden chrzest wyznają wszyscy chrześcijanie, co oznacza, że jest on w pewnym sensie uniwersalny i rozpoznawany przez różne wyznania. W rzeczywistości jest to jedyny sakrament powszechny wśród wszystkich kościołów chrześcijańskich. Chrztu nie da się anulować czy odwołać. Nawet dla kogoś, kto wystąpi z apostazją, czyli formalnie odejdzie z kościoła, sam chrzest pozostaje ważny i może być podstawą do cofnięcia apostazji.

Poruszę teraz pytanie, które coraz częściej pojawia się w dyskusjach o wierze i moralności. Czemu chrzcić niemowlęcia? Czy nie lepiej "nie narzucać" im własnej wiary i poczekać aż świadomie dokona wyboru, czy chce się chrzcić?
Odpowiedzi jest wiele. W społeczeństwie, w którym jedno złe kazanie potrafi kogoś przekonać do totalnego ateizmu, lub odejścia od kościoła, ważne jest aby od młodości edukować i utrwalać w pewnej tradycji i kulturze. Nie da się nie wpływać na rozwój własnego dziecka w kwestii wiary. Do tego warto sobie zadać pytanie, jak wielu ateistów, czy chociażby popularni ostatnimi czasy "wierzący ale nie praktykujący", swoją wiarę opierają w rzeczywistości na własnych przekonaniach. Czy nie jest często tak, że ignorancja religii wynika po części z lenistwa? Czyż nie jest wygodniej powiedzieć "nie wierzę w kościół jako instytucję czy budynek" niż pójść do tego budynku i uczestniczyć w mszy? Czyż nie jest wygodniej odsunąć się od całego kościoła w skutek jednego kazania, które nam się nie spodobało, zamiast spędzić czas na poszukaniu innej parafii, innego kościoła, w którym atmosfera bardziej nam podpasuje? Wszyscy lubią iść na łatwiznę, ale wiara nie polega na tym. Chrystus nie poszedł na łatwiznę oddając życie na krzyżu za nasze grzechy. 
Najważniejszym, według mnie, argumentem za chrzczeniem dziecka jest wymiar teologiczny. Zakładając, że chrzest, zgodnie z wielowiekową wiarą, jest swego rodzaju przepustką do Nieba, trzeba zauważyć jak wielkie ryzyko przyjmuje na siebie rodzic. Z jednej strony owszem, fajnie by było jakby dziecko dorosło i mogło samo zadecydować o tym do jakiego kościoła należy. Ale z drugiej strony rodzic ryzykuje najwyższą wartość - duszę własnego, bezbronnego dziecka. Nawet nie mając pewności jak jest naprawdę, podejmujemy pewien zakład. Jeżeli okaże się, że nie mamy racji, że po śmierci chrzest nic nie daje, to w praktyce po prostu polaliśmy dziecku głowę wodą, jeżeli ktoś ochrzczony uważa się za ateistę, to chrzest nie będzie dla niego niczym innym jak po prostu polanie głowy wodą. Z drugiej strony, jeśli okaże się, że mamy rację, to właśnie zwyciężyliśmy duszę własnego dziecka, dzięki nam ma ono szansę dostać się do Nieba.

    Osobiście uważam, że chrzest jest dobry w każdym wieku. Jeśli chrzcimy dziecko, to uczmy je o swojej wierze, jeśli chce się ochrzcić dorosły, to zadbajmy, by nie była to nieprzemyślana i impulsywna decyzja, niech pozna on kościół, jego tradycję i to wszystko, co przyjmie na siebie stając się jego częścią. 

Dzisiejsze modlitwy chciałbym zadedykować zjednoczeniu kościoła. Choć między chrześcijanami jest wiele różnic i podziałów, czy to teologicznych, kulturowych czy jakichkolwiek innych, chrzest pozwala nam zrozumieć, że wszyscy jesteśmy braćmi w sercu Chrystusa.

Alleluja!

    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Z wyjaśnieniem moich obecności

 Witajcie, W ostatnich tygodniach rzadziej zaczęło się pojawiać na blogu Słowo na Niedzielę, czy ogólniej jakiekolwiek wpisy. Nie jest to sp...