niedziela, 24 stycznia 2021

Słowo na niedzielę: Jedność Chrześcijan

Dzisiejsze wieczorne słowo na niedzielę będzie bardzo bliskie memu sercu. Tydzień modlitwy o jedność Chrześcijan dobiega końca, w związku z tym chciałem zwrócić uwagę na istotę ekumenizmu.

Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich                                                                                                                                                                     Mt 18,20

    Różnorodność jest częścią naszego świata. Tak samo jak w każdym aspekcie życia, jest ona obecna również w religii. Nie da się przed tym uciec. Warto zadać sobie pytanie, czy wypowiadając słowa Wierzę w jeden święty, powszechny i apostolski kościół myślimy o jakimś konkretnym kościele. Może chodzi nam o nasz kościół, np. rzymskokatolicki? Może chodzi nam o konkretną wspólnotę, myśląc, że np. w mojej parafii to jest prawdziwy ten kościół? A może jako kościół rozumiemy całą wspólnotę, którą łączy wiara w Chrystusa? Mając na uwadze to ostatnie, może warto przypomnieć sobie czym jest ekumenizm?

Ekumenizm - ruch w chrześcijaństwie dążący do przywrócenia jedności chrześcijan. (SJP)

    Ekumenizm zakłada więc, że wszystkie chrześcijańskie wspólnoty są równie istotne i każda z nich ma prawo do nazywania się kościołem chrześcijańskim. Działania ekumeniczne można rozdzielić na dwa różne typy. Pierwszy, bardziej teoretyczny ekumenizm to wzajemne poznanie kultur i historii różnych wyznań, jest to zauważanie swoich różnic, ale również skupianie się na podobieństwach i tym wszystkim co nas łączy. Przykładem w praktyce może być choćby jeden chrzest ważny w każdym (no przynajmniej w dużej większości) chrześcijańskim. Drugi, bardziej praktyczny rodzaj ekumenizmu idzie trochę dalej. Zakłada on już nie tylko poznanie tradycji, respektowanie pewnych wspólnych elementów, ale również wprowadza wspólną praktykę. Nie jest to już jedynie wspólna modlitwa czy respektowanie chrztu, ale np. całe msze ekumeniczne. Oczywiście tworzy to pewien problem, bo chociażby samo istnienie sakramentów nie jest tożsame w każdym kościele. Teoretycznie katolik nie powinien przyjąć komunii od pastora. Są to pewne podziały, w których to człowiek indywidualnie decyduje o swojej wierze. Znam wielu pastorów, którzy bez problemu udzieliliby Ciała Chrystusa katolikowi, znam też katolików, którzy uczęszczają na msze ekumeniczne oraz do luteran i uczestniczą w nich całkowicie. 

    Słyszałem różne opinie o działaniach ekumenicznych. Niektórzy nazywają to "raną na sercu Chrystusa". Niestety wciąż spotykam się ze zdaniami ludzi, zwłaszcza w kościele rzymskokatolickim, że "poza moim kościołem zbawienia nie ma". Oczywiście nie jest to w żaden sposób odzwierciedlenie stanowiska kościoła rzymskokatolickiego, a jedynie efekt kształtowania się tej instytucji jako czegoś bardzo ekskluzywnego. Zapominamy wówczas, że przecież wiara w Chrystusa jest niesamowicie inkluzywna. Jezus ustanawiając nowe przymierze uczynił wszystkich, którzy w Niego uwierzą swoimi braćmi i siostrami. Postępujmy według Jego nauk, chrzcijmy się, przyjmujmy Jego ciało i krew a czeka nas zbawienie (tu pojawia się temat istoty chodzenia fizycznie do kościoła, który z pewnością jeszcze kiedyś poruszę). Wszyscy, którzy to robią są jedną rodziną Chrystusa. Pora zaprzestać postrzegania na luteran jako na buntowników, czy katolików jako zakorzenionych w nieaktualnej tradycji konserwatystów. Bądźmy różni. Bądźmy wspólni. Bądźmy jedną wielką rodziną.

Na spotkaniu Ekumenicznym w 2016 roku Papież Franciszek został zapytany: Którzy są lepsi? Luteranie czy Katolicy? - Najlepsi są, gdy są razem - odpowiedział Ojciec Święty.

    Osobiście jestem dużym zwolennikiem oraz praktykantem tego drugiego rodzaju ekumenizmu. I chociaż smuci mnie fakt, iż Kościół Katolicki nie zależy do Polskiej Rady Ekumenicznej, to trzeba docenić wielkie kroki, które każdego roku on stawia. Ekumenizm jeszcze nigdy nie był tak silny, ale może być silniejszy. To co teraz powiem nie jest oficjalnym stanowiskiem Kościoła Rzymskokatolickiego, ale moim osobistym zdaniem. Jeżeli czujesz się komfortowo, jeżeli tego chcesz, bądź praktycznym ekumenikiem. Korzystaj z wielu dóbr, które mogą Ci dać w życiu różne kościoły. Jeżeli wolisz pozostać przy jedynie swoim wyznaniu, nie ma w tym nic złego, w końcu jest to pewna tradycja, która prawdopodobnie jest Ci najbliższa. Ale proszę, nie umniejszaj, nie krytykuj innego wyznania, ani osób, które je praktykują. Zamiast tego poświęć czas by je poznać i zrozumieć. Bo wszyscy jesteśmy rodziną Chrystusa. 


    Dzisiejszą modlitwę chciałbym poświęcić intencji jedności Chrześcijan na całym świecie. Modlę się o to niemal codziennie i chciałbym byście i Wy tak robili. Musimy zaprzestać konfliktów między sobą i zacząć się miłować, doceniać, że się mamy. Większość z Nas zapewne zna choćby jedną osobę innego wyznania, czy to będzie prawosławny kolega z Ukrainy, ewangelicka ciotka, czy zielonoświątkowi kuzynowie. Nie umniejszamy naszej miłości do nich. Bo wszyscy miłujemy Chrystusa. I obyśmy miłowali też siebie nawzajem. 

Amen.

niedziela, 10 stycznia 2021

Słowo na niedzielę: Na co ten chrzest?

     Witam Cię w dzisiejszym "Słowie na niedzielę". Na początku chciałem przeprosić za moją nieobecność, muszę przyznać, że święta i nowy rok były dla mnie dosyć intensywne. Z resztą jak dla wszystkich. Choć w ciężkich warunkach, minęło Boże Narodzenie i święto Trzech Króli. Mam jednak szczerą nadzieję, że przeżyliśmy je w rodzinnej atmosferze, w celebracji Chrystusa. Dzisiaj w kalendarzu liturgicznym obchodzimy Święto Chrztu Pańskiego. Pomyślałem, że warto poruszyć temat samego chrztu, który po dziś dzień budzi pewne kontrowersje. 


Źródło: pixabay.com



    Może zacznijmy od tego, czym jest chrzest. Jest to pierwszy z chrześcijańskich sakramentów ustanowiony przez Chrystusa. Stanowi on obmycie z grzechu i oficjalne włączenie się do kościoła. Jest to niezbywalny symbol przynależności. Chociaż współcześnie Papież Franciszek coraz częściej wypowiada się twierdząc, że każdy dobry człowiek może dostać się do Nieba, przez wiele wieków wierzono, że chrzest jest jest do tego absolutnie niezbędny. Zwykle udziela go kapłan, jednak jego istota jest tak wielka, że w nadzwyczajnych sytuacjach (np. przy zagrożeniu życia) chrztu może udzielić każdy, nawet osoba niewierząca, o ile jej intencje są właściwe oraz zastosuje się właściwą formułę. Wiarę w jeden chrzest wyznają wszyscy chrześcijanie, co oznacza, że jest on w pewnym sensie uniwersalny i rozpoznawany przez różne wyznania. W rzeczywistości jest to jedyny sakrament powszechny wśród wszystkich kościołów chrześcijańskich. Chrztu nie da się anulować czy odwołać. Nawet dla kogoś, kto wystąpi z apostazją, czyli formalnie odejdzie z kościoła, sam chrzest pozostaje ważny i może być podstawą do cofnięcia apostazji.

Poruszę teraz pytanie, które coraz częściej pojawia się w dyskusjach o wierze i moralności. Czemu chrzcić niemowlęcia? Czy nie lepiej "nie narzucać" im własnej wiary i poczekać aż świadomie dokona wyboru, czy chce się chrzcić?
Odpowiedzi jest wiele. W społeczeństwie, w którym jedno złe kazanie potrafi kogoś przekonać do totalnego ateizmu, lub odejścia od kościoła, ważne jest aby od młodości edukować i utrwalać w pewnej tradycji i kulturze. Nie da się nie wpływać na rozwój własnego dziecka w kwestii wiary. Do tego warto sobie zadać pytanie, jak wielu ateistów, czy chociażby popularni ostatnimi czasy "wierzący ale nie praktykujący", swoją wiarę opierają w rzeczywistości na własnych przekonaniach. Czy nie jest często tak, że ignorancja religii wynika po części z lenistwa? Czyż nie jest wygodniej powiedzieć "nie wierzę w kościół jako instytucję czy budynek" niż pójść do tego budynku i uczestniczyć w mszy? Czyż nie jest wygodniej odsunąć się od całego kościoła w skutek jednego kazania, które nam się nie spodobało, zamiast spędzić czas na poszukaniu innej parafii, innego kościoła, w którym atmosfera bardziej nam podpasuje? Wszyscy lubią iść na łatwiznę, ale wiara nie polega na tym. Chrystus nie poszedł na łatwiznę oddając życie na krzyżu za nasze grzechy. 
Najważniejszym, według mnie, argumentem za chrzczeniem dziecka jest wymiar teologiczny. Zakładając, że chrzest, zgodnie z wielowiekową wiarą, jest swego rodzaju przepustką do Nieba, trzeba zauważyć jak wielkie ryzyko przyjmuje na siebie rodzic. Z jednej strony owszem, fajnie by było jakby dziecko dorosło i mogło samo zadecydować o tym do jakiego kościoła należy. Ale z drugiej strony rodzic ryzykuje najwyższą wartość - duszę własnego, bezbronnego dziecka. Nawet nie mając pewności jak jest naprawdę, podejmujemy pewien zakład. Jeżeli okaże się, że nie mamy racji, że po śmierci chrzest nic nie daje, to w praktyce po prostu polaliśmy dziecku głowę wodą, jeżeli ktoś ochrzczony uważa się za ateistę, to chrzest nie będzie dla niego niczym innym jak po prostu polanie głowy wodą. Z drugiej strony, jeśli okaże się, że mamy rację, to właśnie zwyciężyliśmy duszę własnego dziecka, dzięki nam ma ono szansę dostać się do Nieba.

    Osobiście uważam, że chrzest jest dobry w każdym wieku. Jeśli chrzcimy dziecko, to uczmy je o swojej wierze, jeśli chce się ochrzcić dorosły, to zadbajmy, by nie była to nieprzemyślana i impulsywna decyzja, niech pozna on kościół, jego tradycję i to wszystko, co przyjmie na siebie stając się jego częścią. 

Dzisiejsze modlitwy chciałbym zadedykować zjednoczeniu kościoła. Choć między chrześcijanami jest wiele różnic i podziałów, czy to teologicznych, kulturowych czy jakichkolwiek innych, chrzest pozwala nam zrozumieć, że wszyscy jesteśmy braćmi w sercu Chrystusa.

Alleluja!

    

Z wyjaśnieniem moich obecności

 Witajcie, W ostatnich tygodniach rzadziej zaczęło się pojawiać na blogu Słowo na Niedzielę, czy ogólniej jakiekolwiek wpisy. Nie jest to sp...